Moja przygoda z fotografią przyrodniczą zaczęła się wiele lat temu, swoje pierwsze fotograficzne kroki stawiałem z aparatem Zenit 12XP, do którego przykręcało się oczywiście pięćdziesiątkę Helios. Do zdjęć dzikiej przyrody służył mi wtedy  lustrzany radziecki obiektyw MC 3M-5CA 500/8 (poważnie brzmi, prawda?). Spędziłem z nimi w terenie kilka lat. Potem nastąpiła przerwa w fotografowaniu, którą zakończył – jak to często bywa – zakup pierwszej cyfrowej lustrzanki. Wtedy ponownie zamieniłem lunetę na aparat. Może nie tak dosłownie, bo wciąż zanim spakuję aparat do plecaka i gdzieś z nim zniknę - luneta stanowi bezcenne wsparcie w obserwowaniu dzikiego życia z daleka, bez niepokojenia go. Takie przygotowanie daje możliwość zaplanowania swoich działań, nadto nie zakłócając naturalnego biegu spraw swoją obecnością. Ukazanie niezmąconego, dzikiego życia jest bowiem dla mnie w tej sztuce najcenniejsze.

     

Rafał Wyszyński

Zobacz portfolio

Kontakt

        "Myślę, że wśród dwunożnych, rozumnych istot naszej Ziemi nie spotkamy nikogo, kto by nie wiedział co to są ptaki i nikogo, kto by nie miał sposobności z bliska ich oglądać. Jednakże sporo zapewne jest ludzi, którzy obojętnie na nie patrzą i nie spostrzegają piękna ich kształtów, gracji ruchów, rozmaitości barw, nie zastanawiają się nad ich cudowną właściwością latania, nie zdają sobie sprawy z ich roli w przyrodzie, a także w naszym życiu." Włodzimierz Puchalski "Ptaki naszych pól łąk i wód" 1979.

 

       "Przy drodze wiodącej z lasu do wsi, wśród pól i łąk ciągnął się rząd krzywych, koślawych wierzb. Często przechodziliśmy tamtędy i niejednokrotnie, zazwyczaj o świcie, słyszeliśmy nawoływanie dochodzące od strony wierzb: „Wud, wud, wud”... Wówczas z lasu odpowiadał inny głos: „Hup, hup, hup”… W pierwszych dniach maja, o każdej niemal porze dnia, można było usłyszeć owe nawoływania. Ale nikt z przechodzących tą drogą nie zwracał uwagi na te głosy. Każdy bowiem znał dobrze ten głos i nie bardzo zastanawiał się, kto go wydaje - czy ptak, czy żaba, czy jakie inne zwierzę. A Ty wiesz, co to tak woła? – zapytałem Wacka. To hupek – odparł ze znawstwem mój towarzysz. Cóż to takiego ten „hupek”? – pytałem dalej. Nigdy pan nie widział? – zdziwił się chłopak. - To taki ptak z dużym czubem. I śmierdzi bardzo, bo zjada krówskie łajno na pastwisku..." Włodzimierz Puchalski "Bezkrwawe łowy" 1953.

Wróć

Copyright © Rafał Wyszyński. All rights reserved.

Wszystkie obrazy i treści publikowane na tej stronie chronione są prawami autorskimi.

W sprawie ich udostępnienia skontaktuj się z administratorem strony:

poczta@rafalwyszynski.pl